Dawno, a właściwie wcale nie tak dawno temu w wodach Oceanu Atlantyckiego żyły spokojnie dwa stworzonka – krewetka o imieniu Gabriel i makrela Mackie. Gabriel był wiecznie głodny, ale bardzo przyjazny dla wszystkich. Mackie natomiast była muzyczną duszą, jej marzeniem było zostać muzykiem. Kochała to i kochała poezję.
Gabriel i Mackie znali się od lat i od kiedy pamiętali byli dobrymi przyjaciółmi. Uwielbiali spędzać czas razem, dyskutując o przygodach. Żyli szczęśliwie i bezpiecznie w wodach Oceanu Atlantyckiego. Niestety pewnego dnia jacyś ludzie, zupełnie niespodziewanie, wyłowili Gabriela i Mackie, po czym umieścili ich w małych zbiornikach – kontenerkach. Takie sytuacje nie są miłe, napawają lękiem. Gabriel i Mackie uspokoili się nieco dopiero, gdy zorientowali się, że ich rodziny są w pobliżu.


Po bardzo długim czasie krewetka i makrela dotarły do miejsca, w którym ludzie postanowili wypuścić ich z kontenerów do morza lub oceanu. Nie wiedzieli dokładnie, dokąd przybyli. Spotkali tam wieloryba i kalmara, którzy już na pierwszy rzut oka wydali się im przyjazni. Mimo kompletnego zdezorientowania Gabriel i Mackie zebrali się w sobie i spytali nowopoznane zwierzęta, dlaczego zostali przywiezieni tutaj. Wspólnie przedyskutowali sprawę i doszli do wniosku, że musieli zostać przetransportowani z Oceanu Atlantyckiego, gdyż zanieczyszczenie odpadami oraz chemikaliami okazało się być tam zbyt duże, by mogli spokojnie żyć w atlantyckich wodach. Gabriel i Mackie zdali sobie sprawę, że pewnie nie wrócą już do miejsca, które do tej pory nazywali domem i zrobiło im się bardzo smutno.
Zapytali wieloryba i kalmara o ich imiona; nowopoznani koledzy odpowiedzieli miło. Okazało się, że wieloryb ma na imię Miguel i pochodzi z wód u wybrzeży Meksyku. Jego marzeniem było wrócić w tamte strony. Był bardzo dumny ze swojego pochodzenia i tęsknił za ojczyzną. Kalmar, mimo że był przyjaźnie nastawiony, utrzymywał dystans. Mackie zagadnęła go raz jeszcze i wtedy podpłynął bliżej. Ku jej zaskoczeniu okazał się pięknie niebieski. Kalmar miał na imię John. Był bardzo miły, ale wycofany, gdyż ogromnie bał się hałasu. Marzył o tym, by zanieczyszczenie hałasem w morzach i oceanach skończyło się już na dobre. John powiedział, że pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Kiedy Gabriel zapytał, gdzie się teraz znajdują, John odparł, że w wodach u wybrzeży Chile. Miguel dodał, że są tam już od dawna, od około trzech lat.


Gabriel i Mackie byli trochę zdenerwowani, gdyż nie chcieli zostać tam długo. Nagle zorientowali się, że zapomnieli zadać bardzo ważne pytanie: dlaczego zostali przetransportowani właśnie tutaj, do Chile, a nie gdziekolwiek indziej na świecie. John odparł, że pewnie dlatego, że chilijskie wody przez długi czas były uznawane za niezanieczyszczone i dlatego ludzie przywiezli ich w te rejony.
– Kiedy tutaj przybyłem, pomyślałem, że będzie mi tu dobrze, ale mieszkając w tych stronach już trzy lata, stwierdzam, że się myliłem. Coś się dla mnie zmieniło. Wygląda na to, że chilijskie wody są coraz bardziej zanieczyszczane przez ludzi. Dodatkowo przez ostatnie miesiące jest tu przerażająco głośno – powiedział John.
– A więc tym bardziej nie rozumiem tego, że wciąż tu jesteście. Dlaczego nie wybierzecie się gdzieś indziej? – zapytał Gabriel.
– Planowaliśmy, ale nie wiemy, gdzie moglibyśmy się przeprowadzić, tak żeby i tam nie było hałasu, i żeby było bezpiecznie – wyjaśnił John.
Kilka dni później Miguel wpadł na pomysł, że jednak powinni wyruszyć na wyprawę i udać się do Meksyku. Wierzył, że w jego ojczystych stronach będzie bezpieczniej i czyściej niż tutaj. Wszyscy, bardziej lub mniej pewnie, przystali na ten pomysł. Nawet John wydawał się podekscytowany, gdyż jako kalmar wiedział, że mogliby użyć Prądu Humboldta, który płynie na północ od Chile, do Meksyku właśnie. Wszyscy ochoczo zaakceptowali plan, a Mackie i jej druh Gabriel zaczęli planować wielką przygodę. Ustalili, że wyruszają za trzy dni.
Była już północ. Postanowili iść spać, żeby odpocząć odpowiednio przed wyprawą, która ich czeka. Przez następne dwa dni gromadzili jedzenie i zasoby. Każdy był podekscytowany, szczególnie rządna przygód Mackie i tęskniący za Meksykiem Miguel. John odrobinę się stresował, ale stwierdził, że po trzech latach spędzonych w Chile był gotowy do podróży w nowe miejsce.
– Czas wyruszyć do Meksyku! – zapowiedział podekscytowany kalmar w dniu, w którym ich podróż się rozpoczęła.
Przez kilka następnych godzin Mackie, Gabriel, John i Miguel wraz z ich rodzinami płynęli przez Ocean Spokojny, zwany Pacyfikiem. Dopisywały im dobre humory.











